Overblog Suivre ce blog
Editer l'article Administration Créer mon blog
6 novembre 2017 1 06 /11 /novembre /2017 20:20
S.Rozalia Radzislawa Sarkowicz nous a quitté- S.Radzislawa odeszla do Pana

Dzis 6 listopada 2017 roku zmarla S.Radzislawa-Rozalia Sarkowicz w 74 roku życia i w 53 roku życia zakonnego.

Była jedną z nas, w 1976 roku przebywała w naszej wspólnocie w Montmorency we Francji gdzie przygotowywała się na wyjazd do Oranu w Algierii.       

Zdjecie umieszczone pochodzi z 1976 roku. S. Radwislawa miała dobry styl pisania i opisywania wydarzeń; oto jak opisuje swój pobyt w Algerii.

Dobry Jezu a nasz Panie, daj  jej wieczne spoczywanie.

 

 

 

S. Radzisława Sarkowicz w liście z dnia 25 stycznia 2003 roku pisze,

Z Woli Opatrzności spędziłam w Algierii 11 lat mego zakonnego życia. Celem naszej pracy jako sióstr Serafitek było oddanie naszych sił, czasu i zdolności a przede wszystkim naszego serca Bogu przez posługę naszym braciom muzułmanom i naszym rodakom tam wtedy pracującym. Podstawą była praca pielęgniarska w szpitalu miejskim w Oranie ale naszym rodakom pomagałyśmy na różne sposoby. Nasze mieszkanie nazywane było „polskim konsulatem” i było otwarte zawsze i dla wszystkich. Wielu nas odwiedzało, tych mieszkających blisko i tych z bardzo odległych stron jak i też marynarze ze statków dobijających do portu w Oranie. Dużą korzyścią dla wielu była dość pokaźna biblioteka książek religijnych, patriotycznych, historycznych i przygodowych. Dla niektórych ten rodzaj naszej pomocy był okazją nie tylko do pogłębienia wiedzy np. religijnej ale ratunkiem przed przygnębieniem, depresją itp. Zdarzało się, że z książką jechano do Polski by reszta rodziny mogła też z nich skorzystać. Przez kilka lat w naszym mieszkaniu była prowadzona katecheza dla polskich dzieci. Zainteresowane nią były prawie wszystkie dzieci tam wtedy przebywające. Były okresy, że było ich około 80. Łaska Boża przyszła z pomocą tym, które w Polsce nic się o Bogu nie uczyły. Dobry przykład rówieśników no i także nasze apostolskie zaangażowanie przyciągnęło ich wszystkich do przyjęcia sakramentów świętych i na drogę życia chrześcijańskiego. Pan profesor Wawrzyniak z Wrocławia wracając do kraju powiedział, że dla jego rodziny to był większy zysk niż zarobione tam pieniądze.

Dużą troską ogarniałyśmy rodaków, których losy zaprowadziły w głąb Algierii. Odwiedzałyśmy ich nieraz dzięki księżom biskupom, Ks. Bp. Henrykowi Teissier jak i Ks. Bp. Piotrowi Claverie. Oni nas bardzo chętnie zabierali z sobą gdyż wiedzieli, że tak naszym rodakom jak i nam sprawi to ogromną radość.

Jedno z takich odwiedzin głęboko utkwiło mi w pamięci i w sercu.

Powracająca s. Kinga Szelągowicz z polski spotkała w samolocie dwóch młodych Polaków, którzy dołączali do swoich kolegów już tam pracujących od kilku tygodni. Znali oni tylko nazwę miasta i nazwę hotelu w którym mieli mieszkać. Miasto Tlemcen, w którym to właśnie mieszkali, leżało ponad 300 km od nas. Był zwyczaj, że na większe święta przyjeżdżał do nas do Oranu polski duszpasterz (jeden na całą Algierie). W tym czasie był to Pallotyn Ks. Leszek Malewicz.

W wigilijny wieczór spożyliśmy wspólną kolację pod naszym dachem z około 50 rodakami a w sam dzień Bożego Narodzenia wybraliśmy się odnaleźć tą nieznaną nam jeszcze grupę Polaków. Przybyliśmy do celu po południu gdzieś około 15 tej. Miasto Tlemcen tętniło normalnym życiem, bo dla muzułmanów nie był to żaden świąteczny dzień. Słońce było wysoko na niebie i temperatura ponad 20 stopni C. Bez większego problemu odnaleźliśmy hotel. Ksiądz poszedł się upewnić czy faktycznie tam mieszkają ale został poinformowany, że nie ma nikogo bo wszyscy poszli na miasto.

 Planowałyśmy chodzić ulicami i szukać polskich twarzy, ale gdy portier zobaczył, że ksiądz z nami rozmawia (ksiądz był na cywila, my w zakonnych habitach) od razu zmienił podejście do sprawy. Okazało się, że jednak nie wszyscy wyszli. Radość ze spotkania była ogromna, ale gdy ksiądz zaproponował, że odprawi Mszę św. po polsku, twarze ich spoważniały. Okazało się, że ponad 3 miesiące szukali kościoła czy też kaplicy i to bezskutecznie. Stary kościółek był zawsze zamknięty, nowy przerobiony trochę i urządzone towarowe sklepy. Nam znającym język francuski udało się znaleźć francuskiego duszpasterza i klucze do tego małego kościółka. Na umówioną godzinę prawie wszyscy około 20 osobowa grupa młodych rodaków zjawiła się w kościele.

Ich widok wzruszał nas od samego początku. Każdy przybył z książeczką do modlitwy i bez żadnej wielkiej zachęty stanął w kolejce do sakramentu pojednania. Nadeszła chwila na rozpoczęcie Mszy św. Kapłan zaintonował kolędę „Wśród nocnej ciszy”, kolędę, którą na całym świecie Polacy śpiewają gromko i radośnie. Śpiewają, ale nie wtedy i nie tam. Tam w tym kościółku zamiast śpiewu z ich ust i serc wypłynął płacz. Przepłakali prawie całą Mszę św. a jak nam potem mówili, nie mogli powstrzymać się od płaczu z radości i wdzięczności, że tak jak kiedyś w Betlejem tak i tam do nich przyszedł Zbawiciel przez posługę polskiego kapłana i to w sam dzień Bożego Narodzenia. Twierdzili, że już od tej pory nie będą już mieć nigdy wątpliwości, że ich Bóg kocha. Po Mszy św. zaprosiłyśmy ich do salki gdzie przygotowałyśmy przywiezioną z Oranu wieczerzę wigilijną.

Jakże drżały nam wszystkim ręce trzymając polski opłatek. Czułam wtedy, że nie był to tylko symbol zgody, pojednania ale była to miłość „ta Maleńka Miłość, która zbawia świat” o której śpiewa w kolędzie Eleni. Ta Miłość była dzielona i dawana w obfitości. Czuło się naprawdę Emmanuela pośród nas. Na zakończenie spotkania szczęśliwych i ogromnie wdzięcznych rodaków oddałyśmy pod opiekę księdza francuskiego, który ich przyjął z wielką radością za swoich parafian. Dostarczyłyśmy im czytania mszalne po polsku i śpiewniki aby śpiewali i chwalili Boga.

Ciemna noc już dobrze otulała miasto, gdy zabierałyśmy się w drogę powrotną do domu. Spontanicznie spojrzałam w niebo, które jak mi się zdawało zeszło tego wieczoru na ziemię. Takich jasnych i tak licznych gwiazd, tak nisko, niemalże w zasięgu ręki nigdy w życiu więcej nie widziałam. Wiem, że była to wspaniała pustynna natura ale to też wiem, że tego wieczoru moje serce patrzyło na świat , na ludzi wyjątkowym okiem miłości. Uwierzyłam tak naprawdę, że tylko miłość daje prawdziwe szczęście i że warto nią żyć.

Na święta Wielkanocne tą grupę rodaków gościliśmy w naszym domu w Oranie. Uczty też były wspaniałe i niezapomniane. Po jakimś okresie przerwy znów ta grupa rodaków zawitała do Algierii tylko do innego miasteczka i znów powtórzyła się ta sama historia.

Wiele też czasu, cierpliwości i serca poświęcałyśmy naszym rodaczkom, które do „szczęścia” na męża wybrały Algierczyka. U nas miały możliwość ulżyć swojemu sercu zbolałemu i zawiedzionemu. Dzieci z tych mieszanych małżeństw zapraszałyśmy na różne spotkania aby w części ocalić tradycje i kulturę mamy. Nauka ta i pomoc nie poszła w las. Kilkoro z nich pragnęło studiować w Polsce i z wielką radością załatwiałyśmy im to przez bardzo życzliwą Ambasadę Polską. W jednym przypadku, Bóg wyraźnie posłużył się mną aby Sylwka wyratować z depresji na którą coraz bardziej zapadał w tym muzułmańskim świecie. Miał wstręt do wszystkiego co arabskie. Ratunkiem dla niego był wyjazd do Polski.

Ukończył studia w Polsce , za żonę wziął Polkę. W ślad za Sylwkiem poszła jego młodsza siostra i też ukończyła studia okulistyczne.

To co napisałam to wycinek jeden z tysięcy spraw, w których realizowałyśmy nasz charyzmat opiekuńczo-wychowawczy na ziemi algierskiej.

 

Partager cet article

Repost 0
Published by Soeurs Franciscaines de N Dame des Douleurs
commenter cet article

commentaires

Présentation

  • : Congrégation des Soeurs Franciscaines
  • Congrégation des Soeurs Franciscaines
  • : Congrégation vouée au service des malades,fondée en Pologne en 1881.Diffuse en permanence L'apostolat dans différents pays.
  • Contact

Bienvenue-Witamy

 Pieta-01.jpg         Bonjour à tous -Witamy         
Bienvenue à tous et à toutes .Merci pour votre passage sur notre site.La congrégation des soeurs Franciscaines de Notre dame des Douleurs oeuvre avec volonté et acharnement pour soulager et accompagner les plus meurtris par la vie,en leur prodiguant les soins physiques et spirituels nécéssaires à leur bien-être.

Dziękujemy wszystkim odwiedzającym nasze stronice internetowe za poświecony czas na przeglądnięcie artykułów i zapoznanie się z naszym posłannictwem i misją w Kościele. Zgromadzenie Córek Matki Bożej Bolesnej zgodnie z charyzmatem Założycieli stara się służyć i pomagać ubogim,chorym i cierpiącym.
Zgromadzenie świadome ogromu pracy w tej dziedzinie, przychodzi z pomocą potrzebującym. Podejmuje dzieła z przekonaniem i oddaniem aby w miarę możliwosci poprawić i stworzyć lepsze warunki życia człowieka. 

Centre de soins infirmiers

      
Centre de soins infirmiers des Sœurs

29, rue du Marché
95160 Montmorency
Tel:01.39.64.75.40


Permanence au Centre:
de: 12h à 12h30
      16h à 17h
      19h à 19h30
Soins infirmiers à domicile sur RV

Place des Victimes du V2

95170 Deuil la Barre

Tel :01.39.83.15.52

 

Permanence :

de :   12h à 12h30

et de: 18h à 18h 30
Samedi et Dimanche sur RV

Soins infirmiers à domicile

Sur RV

Messes à Deuil et Montmorency

Messes dominicales à Deuil la Barre
Samedi à 18 h à Notre Dame

dimanche à 9h.30 
en l'église Notre Dame
Place des Victimes du V2
à 11h
en l'église Saint Louis
10 rue du Chateau

 

Messes dominicales à Montmorency

samedi à 18h30 à la Collégiale

dimanche à 10h

en l'église St.François

à 11h15

à la Collégiale

Visit from 10/09/07